MECZ

-

TABELA

1. Wisła 30 77
2. Legia 30 63
3. Dyskobolia 30 60
4. Lech 30 57
5. Lubin 30 52
6. Korona 30 51
7. Cracovia 30 39
8. Górnik 30 39
9. Bełchatów 30 38
10. Ruch 30 34
11. ŁKS 30 30
12. Odra 30 29
13. Polonia 30 28
14. Jagiellonia 30 27
15. Widzew 30 26
16. Sosnowiec 30 16

WIDZEW W MEDIACH

Lider za silny dla łodzian

Piłkarze Widzewa nie przestraszyli się lidera, jednak nie potrafili utrzymać remisu w meczu z Legią w Warszawie. W debiucie nowego trenera Marka Zuba łodzianie przegrali 1:3, choć jeszcze na 20 minut przed końcem było 1:1.


Nowy szkoleniowiec łodzian zmienił skład zespołu. Na ławce rezerwowych usiedli dwaj Włosi Ugo Ukah i Stefano Napoleoni, którzy wszystkie wcześniejsze mecze tego sezonu rozegrali w pełnym wymiarze czasowym. Ich miejsce zajęli Piotr Stawarczyk i debiutujący w Widzewie Litwin Mindaugas Panka. Na lewej stronie pomocy wystąpił Łukasz Mierzejewski.

Łodzianie zaczęli odważnie i już w 3 minucie mogli zdobyć prowadzenie. Po dośrodkowaniu z wolnego Saszy Bogunovicia, naciskany Aleksandar Vuković wybijając piłkę głową posłał ją w kierunku własnej bramki i tylko refleks bramkarza Jana Muchy uratował legionistów.

Widzewiacy grali pomysłowo, odpowiednio byli umotywowani, zaskakując rywali kombinacyjną grą. Legia popełniała wiele błędów, i to niespodziewanie łodzianie dominowali w grze. Kilka akcji podopiecznych trenera Marka Zuba było naprawdę obiecujących.

Dopiero w 16 minucie niebezpiecznie było pod bramką łodzian. Piłka po strzale Piotra Gizy przeleciała nad poprzeczką. Chwilę później w dogodnej pozycji był Bartłomiej Grzelak, ale strzelił obok słupka bramki Bartosza Fabiniaka. Jeszcze lepszą okazję zmarnował Grzelak w 23 minucie. Główkował z bliska, lecz również nie trafił.

Legioniści nie grali oszałamiająco, tak zresztą jak we wcześniejszych meczach. Są jednak liderami, bo potrafią wykorzystać błędy przeciwników.

Widzewiacy też sprezentowali wczoraj gola rywalom. W 26 minucie najpierw sędzia chyba zbyt pochopnie podyktował wolnego za rzekomy faul Łukasza Brozia na Kamilu Grosickim. Edson dośrodkował z wolnego spod bocznej linii, do piłki ruszyli Bartosz Fabiniak i Roger. Bramkarz łodzian popełnił fatalny błąd, dał się zablokować i nie mógł interweniować. Niewypiąstkowana piłka nabrała rotacji i zmierzała do pustej bramki Widzewa. Przed linią formalności dopełnił głową Aleksandar Vuković. Solidnie wcześniej grający Bartosz Fabiniak tym razem zawiódł i on ponosi winę za utratę bramki.

Łodzianie nie załamali się stratą przypadkowego gola. Walczyli o wyrównanie. Nikomu w tym sezonie nie udało się wcześniej strzelić bramki Legii. Do meczu z Widzewem przystępowała z bilansem 13-0. Bramkę legionistów odczarował Piotr Kuklis! W 35 minucie po rożnym obrońcy Legii wybili piłkę pod nogi Josepha Oshadogana, który krótko zagrał na 15 metr do Piotra Kuklisa. Młodzieżowy reprezentant Polski strzelił silnie, płasko, lewą nogą wprost do siatki Legii!

Dopiero wtedy rozpoczął się protest przeciwko przepisom Ekstraklasy SA, w myśl których kibice są karani za używanie środków pirotechnicznych. Kibice zeszli z trybun, jakby przeczuwając, że najpiękniejszy gol tego meczu już padł i go widzieli.

Po przerwie trybuny były już pełne i niewiele brakowało, aby kibice obejrzeli drugiego gola Piotra Kuklisa. Łodzianin strzelał z 16 metrów, lecz Inaki Astiz zmierzającą do bramki piłkę wybił w pole.

Mecz stał na bardzo dobrym poziomie. Emocji nie brakowało, szybkich akcji również. Wydawało się, że łodzianie poradzą sobie z liderem. W 70 minucie stracili jednak drugiego gola. Wprowadzony na boisko sześć minut wcześniej Takesure Chinyama z Zimbabwe otrzymał przypadkowe podanie od starającego się wybić piłkę Piotra Kuklisa. Rezerwowy Legii zmylił zwodem Josepha Oshadogana i strzelił płasko w krótki róg bramki Bartosza Fabiniaka. Kropkę nad i postawił Edson. W 70 minucie łodzianie nie przeszkadzali Brazylijczykowi w prowadzeniu piłki, jakby zapomnieli, że ten piłkarz potrafi strzelać z dystansu. Edson zrobił użytek ze swej broni, uderzył lewą nogą z 18 metrów i piłka wpadła do siatki.

Losy meczu próbował jeszcze odmienić Grzegorz Piechna. Najpierw pomysłowym strzałem nie trafił w bramkę, a kilkadziesiąt sekund później piłkę po strzale napastnika łodzian z trudem złapał Jan Mucha. Goli nie było.

Nie da się ukryć, że Widzew nie grał źle, podjął walkę, ale efektów punktowych wciąż nie ma. Trudno było oczekiwać cudu, tym bardziej że debiut nowego trenera łodzian wypadł na boisku lidera, który ustanowił klubowy rekord - siedmiu wygranych od początku sezonu. A my czekamy na pierwszą...

Źródło: Dziennik Łódzki

KOMENTARZE:

dodaj komentarz:

autor:
e-mail:
tresc:



REKLAMA




Copyright © 2006. All Rights Reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.