MECZ
![]() |
- | ![]() |
TABELA
| 1. | Wisła | 30 | 77 |
| 2. | Legia | 30 | 63 |
| 3. | Dyskobolia | 30 | 60 |
| 4. | Lech | 30 | 57 |
| 5. | Lubin | 30 | 52 |
| 6. | Korona | 30 | 51 |
| 7. | Cracovia | 30 | 39 |
| 8. | Górnik | 30 | 39 |
| 9. | Bełchatów | 30 | 38 | 10. | Ruch | 30 | 34 |
| 11. | ŁKS | 30 | 30 |
| 12. | Odra | 30 | 29 |
| 13. | Polonia | 30 | 28 |
| 14. | Jagiellonia | 30 | 27 |
| 15. | Widzew | 30 | 26 |
| 16. | Sosnowiec | 30 | 16 |
FELIETONY
Walczyli?
Walczyli?
Komentarz naczelnego
Bardzo wiele różnych opinii mają kibice łódzkiego Widzewa na temat gry widzewiaków na przestrzeni całego sezonu, zbliżającego się powoli do końca. Część z nich zarzuca podopiecznym Michała Probierza brak zaangażowania i walki, której nie wkładają w każde spotkanie. Czy jednak tak na pewno jest w rzeczywistości? Czy zawodników nie można chwalić właśnie za ambitną postawę w wielu meczach?
Moim zdaniem nie do końca – uznaję jako pewnik to, że jedynie 12. lokata w tabeli Orange Ekstraklasy to wynik przeciętnych umiejętności, nie zaś braku walecznej postawy.
Nie ulega wątpliwości jednak, iż łódzcy piłkarze w niektórych kolejkach sezonu robili dużo, aby zaprzeczyć mojej tezie. Wystarczy przypomnieć sobie beznadziejnie nudną konfrontację Widzewa z Wisłą Płock na własnym boisku, zakończoną bezbramkowym remisem. Oglądając tamto spotkanie nie trudno było odnieść wrażenie, że aby zgarnąć trzy punkty wystarczyłoby choć odrobinę więcej pobiegać, „gryźć trawę”. Co z tego, gdy widzewiaków wówczas nie stać było nawet na tyle…
Albo mecz przeciwko Odrze Wodzisław. Nadarzyła się okazja, żeby odwdzięczyć się za zeszłoroczną wysoką porażkę, tymczasem łodzianie znowu dali plamę i przegrali, choć w minimalnym stosunku. Fani z Alei Piłsudskiego nie wytrzymali i dali wyraz swojej dezaprobacie po ostatnim gwizdku sędziego, odwracając się do nich plecami. Rozgoryczeniu kibiców trudno się zresztą dziwić: spotkanie z wodzisławianami miało miejsce akurat po pogromie, jakiego Widzew doznał w Poznaniu, przeciwko Lechowi. Tam, mimo kolejnych traconych goli, doping był wspaniały. Łódzcy fani rozumowali więc bardzo mądrze: skoro to nie pomaga, spróbujemy „terapię wstrząsową”.
Wracając jednak do meritum – mimo wszystko chcę i będę bronić „młodych wilków” Probierza, jak nazwał piłkarzy z Alei Piłsudskiego kilka miesięcy temu na naszych łamach felietonista miguel.
Wystarczy bowiem na spokojnie przeanalizować każdy (zadanie dla kibiców wytrwałych) mecz widzewiaków w tym sezonie. Do jakich wniosków można dojść? Ano takich, że po pierwsze Widzew o wiele częściej w obecnych rozgrywkach przegrywał niż wygrywał, a po drugie, iż bramki tracił zwykle po indywidualnych, szkolnych błędach. Nasuwa się również trzeci wniosek: prawie zawsze z łatwością można było znaleźć zawodników, których chwalono później za ambicję, zaangażowanie i wolę walki. Przypomnijmy sobie relacje prasowe z różnych spotkań: „ambicja i waleczność to za mało na pierwszą ligę” – tak pisały media po kolejnych porażkach Widzewa!
Argumenty najbardziej rozgoryczonych fanów zatem przyjmuje, więcej: rozumiem je, bo sam z sezonu 2006/07 w wykonaniu RTS-u (rzadko dziś używamy tych liter pisząc o Widzewie) zadowolony nie jestem. Mimo wszystko uważam, że Michałowi Probierzowi, którego skądinąd zwykło nazywać się „boiskowym walczakiem”, udało się właśnie to, o czym piszę powyżej. Stworzył zespół walczący, „gryzący” trawę, choć – dodajmy – niestety nie w każdym meczu. Tu jednak kłaniają się umiejętności, a raczej różnica pomiędzy klasą widzewiaków a rywala. Czasem, mimo najszczerszych chęci, na murawie jest się tak bezradnym, że nie można pokazać nawet walki.
Mam nadzieję, że więcej pod obronę młodych widzewskich graczy brać musiał nie będę. Niechaj oni obronią się sami – najlepiej jutro, w Łodzi, przeciwko Cracovii w ostatnim spotkaniu tego sezonu.




